RSS
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Choinka

W niedzielę kupiliśmy choinkę. Troszkę przed czasem, ale chciałam żeby chłopcy mieli tez w domu jakieś drzewko bo świeta oczywiscie u babci spędzamy. Wszyscy ubieraliśmy - no może Tom to bardziej rozbierał :). Mat był tak przejęty, że mi nie dał zjeść obiadu dopóki nie zawisła ostatnia figurka. A potem zgasił świtało i aż skakał z radości. Zresztą obaj patrzyli na te światełka tak oczarowani, że nawet nie było mi żal obiadu. A co tam, zjem jutro.

Tom nadal nie umie sam stanąć, ale zna juz sekwencje ruchów. Jak ma tylko pod reka kogos kto zapewnia mu stabilność ( i Mat sie raczej nie nadaje - sprawdzone ;)) to potrafi z siadu wstać. Zeby zyskać podporę u mamy albo taty podpełza, terorysta jeden i żałosnym skowytem łapie za nogę, przytula sie do stopy - i jak tu nie schylić sie do takiego biednego dziecka ?. Prowadzony za rączki dzielnie stąpa prawa -lewa choć nadal z równowagą to raczej jeszcze kiepsko... ale chodzenie jest super, choć moje plecy są innego zdania.

Mało je franciszek jeden. A ścislej coraz mniej mleka pija. To prawda że naśladując brata - Mata potrafi wsunąć kromkę chlebka na jedno posiedzenie, ale w chlebku mało mleczka jest. Za to jesli cos jest z maminego talerza to napewno jest wyśmienite. Dzis zjadł mi połowe porcji ryby... a co tam zjem jutro.

Tak się fajnie potrafią już bawić razem :) stoją koło stolika do rysowania i malują - Mat auta a Tom tornada. Oczywiście zdarzają sie ( hehe zdarzają się ? to chyba nie do końca własciwe określenie częstotliwości ...) no więc zdarzają się nieporozumienia ale póki Mat się nie wkurzy to jakoś jest. Gorzej jak Mat palnie Toma a obecnej przy tym mamie wypada upomnieć starszego - to niesamowite ale ilekroć ofuczę Mata, tylekroć Tom płacze żewnymi łzami. Oczywiscie konflikt o podobnej skali bez mojej interwencji kończy się polubownie. SAtaram się więc w granicach rozsądku nie reagować na zwykłe packi, oczywiście o ile mogę ich "nie widzieć " ;))

22:54, mama_toma
Link Dodaj komentarz »